|
Zresztą wiadomo o tym od dawna, przynajmniej od czasu, kiedy Max Ernst rozsławił w Paryżu dzieło doktora Hansa Prinzhorna, Bildnerei des Geisteskranken (Berlin 1922). W piśmiennictwie francuskim najbardziej może znana jest praca François Lehela, Notre art dément (1926). Najwięcej książek napisano z tego punktu widzenia o van Goghu (m. in. Dolteau i Leroy; Jaspers, który zanim został filozofem był psychiatrą; Minkowski). Dosyć systematycznie badali te kwestie po wojnie twórcy z foyer de l'art brut: Dubuffet, Paulhan, Tapie, Breton.
U nas istnieją w lecznicach psychiatrycznych duże zbiory malarstwa umysłowo chorych. Ich cząstkę pokazał w krakowskich Krzysztoforach - opa-t rając ją niezwykle ciekawym komentarzem - dr Janicki, dyrektor szpitala w Stroniu Śląskim. Odbyło się to już po zamknięciu wystawy Bayera, i później wywołało ponoć arcypożyteczną dyskusję między lekarzami a malarzami.
J akież to problemy sztuki oświetla malarstwo umysłowo chorych ? Te, które mi się nasunęły na bayerowskiej wystawie i w Krzysztoforach, potrafię ująć raczej w kształt dosyć mętnych opisów i pytań niż w postaci tez.
Co najpierw uderza w zetknięciu z tym malarstwem, to jego autentyczność i tragiczna powaga. Może dlatego tylko, że współczujemy autorom? Chyba jednak nie.
|