|
To zjawisko tak tłumaczy amerykański publicysta: ,,1'atronat sztuki, który opiera się na tym, że patron nie wie właściwie, czego chce - nie prowadzi nigdzie, co najwyżej do bałaganu." I stwierdza dalej, że nie wystarczy powiedzieć malarzowi - maluj, co chcesz, byle było w jakiś sposób uderzające; przyda się nam do reklamy. Malarz chce mieć n/acunek dla upodobań mecenasa (a nie dla upodobań jury, które mecenas powołał) i wzajemnie wymaga szacunku dla powagi swoich problemów. Intuicje jeszcze koncepcja ?mecenatu ludowego" Winklera. Wygląda tak: ,,Nowy mecenat nakłada na każdego członka związku zawodowego i Samo-piimocy Chłopskiej obowiązek składania minimalnej kwoty na cele arty-Htycznc - co wobec kilkumilionowej masy, zrzeszonej w tych organizacjach n| mlecznych - przyniesie znaczną stosunkowo sumę na zakup dzieł sztuki dla świetlic, klubów, czytelni, Domów Ludowych i Domów Kultury - |u/.y czym dzieła te będą następnie służyły jako premie i nagrody dla po-i/rzególnych członków tych organizacji, do wyboru i za zgodą wyróżnio-ni co pracownika. Zaznaczyć należy, że wartość materialna wybranego dzieła n/iuki będzie niewspółmiernie wyższa od przyznanej nagrody czy premii." Idea jest niewątpliwie piękna. I ufajmy, że spełni swoją rolę w zapełnieniu świetlic, klubów itd., oraz daniu artystom tymczasowego oparcia finansowego. Ale jeśli chodzi o jej przydatność dla nawiązania kontaktu między twórcą a prywatnym odbiorcą, należy ją zapewne traktować jako chwilowy paliatyw.
|