|
Pierwszy raz udało mi się na tej wystawie zbliżyć do obecnego malarst1
Jerzego Tchorzewskiego. W gobelinowych, wyblakłych zestawieniach ży
na jego obrazach świat niesamowity, napięcie ogromnych, stalaktytowy .
szponów, na tle drobno dzierganych, sypiących się bezszelestnie migotó
Trzeba znowu wyjaśnić, że sugestywność obrazów Tchorzewskiego ni
płynie z jakiegoś naśladowania wyglądu - powiedzmy - stalaktytów
tylko z takiej budowy malarskiej materii, z takiego sposobu szarpan2
szerokich, łamiących się kanciasto smug farby i przeciwstawiania ich ryt,
micznemu drganiu drobnych form, że wyobraźnia poddaje się wymowie
obrazu, gra w jego obrębie, nie rozprasza się i nie szuka poza nim zacze-
pień, bezpośrednich punktów odniesienia. Bo wyobraźnia, choć syci sifli
zawsze doświadczeniami - nie tylko wizualnymi - jakie człowiek zebrał
w ciągu życia, działa chyba nie tyle za pomocą szczegółowych porównań, i
ile na zasadzie syntetycznych analogii. j
Figury Jana Lebensteina oscylują na pograniczu przedmiotowości, ale orga-1 nizują tak szlachetnie wszystkie elementy konstrukcji obrazu, że im ta ' półprzedmiotowość pomaga: ograniczając zakres działania wyobraźni, skupia ją na brzmieniu całości dzieła.
|