|
Nawroty te obserwuje się najpierw w zakresie techniki. To jeszcze niewiele znaczy, podobnie jak nawrót do starych technik ksylograficznych w wieku XX nie oznaczał cofnięcia się drzeworytu o paręset lat. Ale jednak... Z rozczuleniem ogląda się na zakopiańskim II Salonie marcowym kolaże, które wymyślili pół wieku temu kubiści (u dwóch Teres: grandilokwentnej Pą-^owskiej i subtelnej Rudowiczówny) czy jak gdyby frotaże, których wynalazek przypisuje młodzieńczym swoim latom Max Ernst (w wyrafinowanie prostych, kostycznie lirycznych grafikach Barbary Gawdzik-Brzozowskiej). jednak wcale nie sprawy techniczne są dla mnie swoistym objawem cyklicz-ności, zwłaszcza w dziełach dwu ostatnich dam, a także w geometryzujących groteskowo drzeworytach Celiny Styrylskiej. Frapuje w nich nie nawrót technik, lecz - ha cóż - nawrót dobrego smaku. Nie zdarzyło się to dawno, i programowo, żadnemu chyba rodzimemu abstrakcjoniście, prócz Marczyńskiego i może Wejmana. Tymczasem panie tworzą dzieła dyskretne, intymne, zrównoważone, ścichapęk dowcipne... *A może to nie żadna < ykliczność, tylko po prostu czar das ezoig Weibliche} Lub może panie są z lekka zapóźnione w rozwoju, a utwory ich wydają się „gustowne", bo poruszają w nas struny - już - nawyku? Jeśli tak, to chwała paniom i nawykowi. Wrażliwość musi się szlifować, cyzelować, metoda wstrząsów nie zawsze najlepiej toruje drogę sztuce.
|